Nieobiektywnie z pokładu POL 125 Oiler Racig - Dzień piąty

Long Dystans szczęśliwie już za nami. Jeśli mamy wzorzec metra zdeponowany pod Paryżem w uroczej miejscowości Sevre to wzorzec żeglarskiego metra zdeponowany był dzisiaj w dzielnicy Spandau w jednej z tysiąca dzielnic Berlina. Słońce, ciepło, wietrznie, wszystko o czym może marzyć żeglarz regatowy. Odprawa o 08,30, zwykle drukowane są mapki z jeziorem i rzutem trasy, które są wydzierane z ręki hostessy w myśl zasady kto silniejszy tym lepszy. Tym razem niemiecka organizacja nieprzetartego szlaku przygotowała niespodziankę. Pierwszy raz w historii dla każdej załogi przygotowany jest zafoliowany roadbook, wydawany po wpisaniu numeru jachtu. Nikt się nie pcha, dla nikogo nie zabrakło, po prostu nowa jakość . Ustalamy szczegóły, dopytujemy bo nie wszystko jest jasne i ruszamy na wodę. W liczbach nasz dzień wygląda następująco – Start1234Red1234Red1234meta. Dla mniej wtajemniczonych płyniemy na koniec jeziora, startujemy i trzy raz kręcimy się w kółko i co koń wyskoczy napieramy do portu.
Tym razem trasa z akwenu regatowego do portu jest brana po uwagę bo meta zlokalizowana jest w główkach portu. Startujemy dość sprawnie, na górnej boi rozbiegowej meldujemy się w okolicach 10,15 miejsca. Źle nie jest, ale wybieramy prawa stronę trasy z wiatrem i na kolejnym znaku przyjmujemy defiladę całej stawki. Źle nie jest bo jest tragicznie, okolica 35 miejsca i przed oczyma mam zmorę długiego dystansu. W zasadzie możemy wracać, ale coś podpowiada, żeby nie odpuszczać. Powoli, acz sukcesywnie zaczynamy piąć się do góry stawki. W okolicy 20 miejsca jesteśmy już w lepszych nastrojach, kolejne szczęśliwie wybrane manewry pozwalają nam przesunąć się w okolicę 15 miejsca i w połowie drogi nawiązujemy kontakt wzrokowy z jachtami 8-12. Wracamy do gry i zaczynają się szachy. Wiatr momentami siada prawie do zera, ale jest to bardziej wynikiem zróżnicowanej topografii jeziora niż braku wiatru. W tych słabo wiatrowych warunkach odnajdujemy swój najlepszy trym i w konsekwencji na ostatnim kółku osiągamy nieosiągalna ósmą pozycję. Do domu/mety daleko, jeszcze około godziny żeglowania i wracamy w najgorszym nautycznie fragmencie jeziora. Jest wąsko, dużo innych jachtów na szczęście nie ma się gdzie rozpłynąć i skutecznie bronimy pozycji na mecie. Za nami między innymi załoga francuska, która jest w klasyfikacji przed nami.

Nasze zmagania są niczym w porównaniu do wydarzeń dziejących się przed naszymi dziobami. Załogi Piotra Ogrodnika, Piotra Tarnackiego i Gienadija Svistunowa postanowiły urządzić sobie prywatny pięciogodzinny matchracing. Pływaliśmy w kółko to pojawiała się okazja od czasu do czasu na obserwację czołówki. Raz prowadził Ogrodnik, raz Tarnacki raz Gienek. Przewaga jednego nad drugim z reguły nie była większa niż 20 metrów, choć częściej kierunek wskazywał Piotr Ogrodnik, jednak nie był w stanie przez pięć godzin pływania wypracować przewagi gwarantującej bezpieczną żeglugę do mety. Decydujące metry z przyczyn obiektywnych uciekły nam z kadru, z listy na mecie wynika, że wygrał Piotr Ogrodnik, drugi Gienadij Svistunov a trzecie Piotr Tarnacki. Jak by to powiedział legendarny komentator radiowy „szkoda, że Państwo tego nie widzą”. Po pięciu godzinach intensywnego wysiłku wszyscy byli dość zmęczeniu, jedni zadowoleni z osiągniętego miejsca inni z ustawień łódki, ale już nie koniecznie z wyniku inni mniej zadowoleni, Marcin Celmerowski wypadł z jachtu, Sealandy przestawiały trym w biegu i pomogło, ktoś był szczęśliwy, że to koniec a Słowacy zrozpaczeni przynieśli połamane jarzmo. Przywróciliśmy je do żywych w piętnaście minut i byli bardzo szczęśliwi i chcieli się nawet odwdzięczyć piwem, ale o 17,00 nastąpiło uroczyste otwarcie baru i piwo jak codziennie było free, tym razem fundatorem była German Micro Association, zapraszał sam prezes -Hartmud Bachsteter. Najważniejsza jest współpraca i przyjaźń międzynarodowa :-) . Jutro start o 10,00, dwa biegi, dużo wiatru i deszcz, przynajmniej takie są prognozy a po obiedzie wycieczka do Budestagu…

Oiler Racing