Nieobiektywnie z pokładu POL 125 Oiler Racig - Dzień szósty

Nie wszystko jeszcze rozstrzygnięte. Jak to mawiał Kazimierz Górski „dopóki piłka w grze…” możliwy jest każdy wynik. Dzień zaczynamy o 06,30 - pobudka, rozruch, śniadanie i do łódki. Jeśli komuś przyjdzie do głowy, że przyjechaliśmy tu dla przyjemności to jest w błędzie. Gdy my zaczynamy śniadanie rosyjska ekipa już je kończy. Cierpliwie od dwóch lat kupowali od nas jachty po zawyżonej cenie i teraz nastawieni są na sukces. Cruiser, Racer nie ma znaczenia, meldują się regularnie w pierwszej dziesiątce i ani myślą odpuszczać. Za grosz szacunku. Prognozy w zasadzie się sprawdziły, powoli zaczyna się poranna krzątanina przy jachtach a najbardziej obleganym miejscem jest duży namiot bankietowy zlokalizowany u wejścia na keję. Leje i nikt jakoś nie może się zdecydować na pierwszy krok. Puszczą nie puszczą. Może odroczą, takie tam dywagacje rozpieszczonych amatorów, przycupniętych w suchym miejscu.  


Dylematy rozstrzyga statek komisji regatowej wydając z siebie potężny ryk syreny okrętowej. Trochę ten sygnał pasuje jak klakson tira do malucha, ale skutecznie podnosi autorytet i rozwiewa wątpliwości. Pakujemy się na łódki, stawiamy żagle i nic nie wieje. Lekko bujając jachtami staramy się obrać właściwy kierunek i w tym momencie z pomocą przychodzi „niemiecka organizacja”. Było powiedziane, że będzie hol i jest i to wtedy kiedy jest potrzebny. Wychodzimy jako jedni z pierwszych i pokonujemy kilkaset metrów w kierunku areny zmagań nim dogania nas zorganizowany pociąg. Motorniczy krzyczy, żeby czekać na kolejny, ponieważ ten ma już cały zestaw. Nie trzeba znać niemieckiego, żeby zrozumieć intencje sternika , ale jakoś tak rzucamy cumę na drugą łódkę w kolejności i jest to akurat polski Sealand. No przecież kolega nie odmówi :roll: .

Ta nasza przysłowiowa gościnność może być kosztowna. Maciek wiąże nas na lewym uchu rufowym i ruszamy. Szybko liczę a na prawym uchu niczym winogrona w dojrzałej kiści wisi jakieś 11 jachtów, do tego dołącza się równie niesubordynowana załoga holendrów i jest wraz z Oilerem 13 łódek. Szybko analizujemy na kalkulatorach masę zestawu, siłę ciągu lokomotywy, kilka czynników pobocznych w postaci wektorów pracujących na ścinanie i zrywanie mnożymy przez wytrzymałość ucha i fakt, że łódka była zbudowana w stoczni Wind Yacht i wychodzi, że jak nie zawadzimy o dno, a już się zdarzało to przerażony Twaróg może ocalić pawęż i honor. Pytam jeszcze retorycznie pobladłego Tomka czy nie jest przesądny i jaki ma osobisty stosunek do liczby 13 i słyszę w odpowiedzi jakieś nerwowe, szybkie NIE. Dopływamy w zestawie 18 łódek jako pierwsi, jest 09,45 czyli piętnaście minut do startu, za nami kolejne hole, już nieco spóźnione, ale zupełnie bez konsekwencji . W obliczu natury możemy być tylko pokorni, nie wieje.

Mijają drogocenne minuty, komisja pływa w kółko w poszukiwaniu optymalnego miejsca na start, wiatr nie może się zdecydować czy wiać i skąd. W końcu w dół idzie flaga odroczenia, rusza wiatr i procedura. Pchamy się pod pin – czyli przeciwległy koniec do statku komisji startowej. Słuszność naszej decyzji potwierdza obecność załogi Piotra Ogrodnika. Zawsze przy odrobinie niewiadomej co wybrać, bezpiecznie jest podeprzeć się autorytetem i popłynąć za którymś z Piotrków (Tarnackim lub/i Ogrodnikiem). Szansa, że się pomylą jest, ale zdecydowanie mniejsza niż ta że my się pomylimy . Pięćdziesiąt kilka jachtów naprawdę robi wrażenie i duże zamieszanie. Wszystkie pływają zwyczajowo bez hamulca, maszty w zależności od przechyłu zamiatają na kilka metrów poza obręb jachtu, prawo drogi ma prawy, ale prawy ostrzejszy ma prawo drogi nad pełniejszym a wszystko to na przestrzeni kilkuset metrów kwadratowych. Rumple trzymają najlepsi z najlepszych Spartakusi przed decydującym bojem o Troję, rozsądek blokuje im płynąca uszami adrenalina a rozwiązania jedyne i słuszne podpowiada testosteron.

Znaczy się ruszamy :grin: . I tym oczekiwaniem, emocjami i pędem po zwycięstwo Micro Classa robi efektowny falstart generalny. Wracam, część psioczy, bo mieli dobrą pozycję, cześć w tym my, jakoś mniej psioczy. Druga procedura, tym razem już wisi czarna flaga, niechybny znak, że odnotowany falstart będzie się śnił po nocach i na zawsze zostanie w wynikach. Podejmujemy ryzyko startu z boi, choć Ogrodnik tym razem wybiera statek komisji. Trochę ruletka, ale w konsekwencji wychodzi na nasze. Płyniemy prawym do oporu i po przełożeniu się na lewy wygląda na pierwsze. Piotrek Ogrodnik odrzucony od czołówki mozolnie odrabia straty. Dusimy naszego Windjammerka w wodę i meldujemy się na górnej boi w ścisłym czubie. Z wiatrem nigdy nie jest spokojnie, choć to kurs w którym trochę mniej emocji, przed dolnym znakiem popełniamy błąd w postaci za wczesnego brasowania i tracimy dobrą lokatę. W cały tym nieszczęściu jest trochę szczęścia bo wybieramy prawą stronę boi rozbiegowych i tym samym lewą stronę trasy „ pod górę”. Ostatnia halsówka to nasza koncertowa jazda, oczywiście na miarę możliwości sprzętowych. Święta trójca w postaci Ogrodnika, Tarnackiego i Svistunowa jest w zasięgu ręki. Wyjątkowo tym razem czujemy zapach ich perfum po zawietrznej. Ostatnia prosta i może być czwarte miejsce. Niestety na naszej drodze staje

POL 290 Marcina Celmerowskiego. Blokujemy ich na prawym , mamy porównywalną szybkość, niestety systematycznie spadamy na Toyotę. Nasz Windjammer konstrukcji Andrzeja Skrzata zaliczył debiut w 93 roku, Flyer Proto Leszka Gonciarza w 2012. W konsekwencji odkładam się na lewy dorabiam wysokości i na metę wchodzę na pawęży Marcina. W myśl zasady przyjętej przed starem w Berlinie, że każde miejsce w pierwszej dziesiątce jest ok. piąte należy uznać za sukces. Pierwszy tym razem bezbłędnie żeglujący Piotr Tarnacki , drugi Gienadij Svistunow a trzeci Piotr Ogrodnik. Emocje są tak duże, że Krystek traci na dłuższy czas humor, roni łzę bezsilności i utyskuje na gorszy sprzęt. Nie skarżymy się, mamy dobrą jazdę, wyniki na miarę naszych możliwości i w perspektywie jeszcze wiele sukcesów. Jak mawia mój mentor/ góru/autorytet Grzegorz Banaszczyk zwany Gregorem wszystko rozstrzygnie się w ostatnim biegu. Ostatni bieg jeszcze przed nami, a dzisiaj trzeba zaszczepić młodzieży wartościowe cechy. Tym czasem zaliczamy awans z 9 na 8 pozycję w generale i pełni wiary, że to nie koniec jedziemy zwiedzać Bundestag położony przy alei Icchaka Rabina, taki chichot historii…

Pol 125 Oiler Racing